Przychodzą mi czasem takie myśli, że decyzje mojego kierownika w pracy są dla mnie delikatnie mówiąc nie zrozumiałe. I czuję, że ciśnienie podchodzi mi do góry i ćwiczę wówczas cnoty – opanowanie, cierpliwość, łagodność, piąte przykazanie nie zabijaj. Żeby nie doszło do sytuacji gdy czymś go trzasnę albo powiem co myślę. Proszę wówczas: Panie Jezu pomóż. Mój kiero jest zatem moim papierkiem lakmusowym. I tak naprawdę, przez takie jego zachowania mogę obserwować siebie. Przyznaję też w szczerości, że niejednokrotnie decyzje, z którymi się nie zgadzałam, okazały się trafne, a nawet ratujące mnie. Myślałam wtedy – o ludzie, jak dobrze, że kazał mi to zrobić – inaczej bym to przegapiła, nie zwróciłabym uwagi, ominęłabym. Parę dni temu śniła mi się taka wielka, biała kartka, na której zobaczyłam napis: słuchaj Bartka /imię kierownika celowo tu zmieniam/. Myślę więc, że warto zaufać mądrym przełożonym, nie upierać się, zaufać w to, że jeśli Pan Jezus stawia człowieka w jakimś miejscu, pozwala mu również spojrzeć na pewne rzeczy inaczej. Może szerzej, może wyraźniej, może w sposób dla mnie niezrozumiały ale ostatecznie wychodzi na dobre.
– co ja tu jeszcze robię?
+ Służysz mi i życiem dla wielu jest twój ból. Bądź poddana temu, co jest. Z miłością trwaj we Mnie i w tym co cię otacza
– wielka jest Twoja bliskość i wszystko we mnie jest Tobą przesycone. I wielki ból bycia tu, na świecie
+ Nie płacz nad sobą, ale nad tymi wszystkimi, których swym cierpieniem możesz uwolnić. Czyż nie jest to radością dla ciebie?
Świadectwo 700